Atari, Commodore, ZX Spectrum, Amiga, IBM – tak, z grubsza, wyglądał świat domowych komputerów w latach 80. Dzięki grupom takim jak RetroGralnia przetrwał do dziś – jej członkowie postawili sobie za cel przypomnienie „dawnych dobrych czasów" starszym, ale też pokazanie ich młodszym, dla których to może być pierwsze spotkanie z przodkami smartfona i tabletu.
Chociaż i starsi mogą się zdziwić, bo przecież w „dawnych dobrych czasach" (cudzysłów konieczny) do polskich domów trafiała tylko nikła część z tego, co było dostępne w cywilizowanym świecie.
Pretekstem do tej podróży w czasie jest retrogaming – hobby polegające na ożywianiu starych gier, wydawanych na komputery, konsole i automaty.
– Staramy się zachować zdrowe proporcje pomiędzy graniem i zbieraniem, bo jedno jest dopełnieniem drugiego. Cieszy nas zarówno zdobycie ciekawego sprzętu, jak i możliwość zagrania na nim – wyjaśnia „Rzeczpospolitej" Jakub Rzepecki z RetroGralni.
Jak zauważają retrogracze, nie istnieje definicja jednoznacznie określająca, kiedy gra staje się retro. Zazwyczaj przymiotnikiem „klasyczne" określane są produkty powstałe w latach 70. i 80. Niektórzy zaliczą do tej grupy również gry z wczesnych lat 90. Jak trafnie zauważają sami grający, granica zazwyczaj przypada na koniec dzieciństwa.
Duch i maszyna
Obok ponad dwustu komputerów w zbiorach graczy znajduje się siedemset różnego rodzaju konsoli i zabawek – Nintendo, SEGA, Gameboy, pierwsze PlayStation (premiera w 1994 roku), ale też radzieckie gry przenośne (tak, tak, chodzi o wilka łapiącego jajka spadające z kurzej grzędy). Do tego urządzenia peryferyjne (termin bardzo popularny w tamtych czasach, a dziś niemal zapomniany) – magnetofony, stacje dysków, pady, dżojstiki, pistolety, kierownice. No i oczywiście znaczna ilość gier.
– Mamy dużo popularnego sprzętu, ale i sporo naprawdę wyjątkowych egzemplarzy. Udało nam się zebrać masę komputerów i konsol, które nie były znane w Polsce. Mamy też pierwsze pecety firmy IBM oraz maszyny produkowane przez nasze rodzime Elwro – wylicza Jakub Rzepecki. – Po ponad sześciu latach działalności można mówić o poważnej kolekcji. Nadal jednak zbieramy, z myślą o tym, by pokazywać eksponaty szerszemu gronu, a nie trzymać zamknięte w garażach i piwnicach. Na zbiory składają się zakupy członków zespołu oraz, w małej części, podarunki od sympatyków.
– Ceny tych maszyn są bardzo różne. Właściwie każdy sprzęt 8-bitowy można zdobyć za kilkadziesiąt–kilkaset złotych, w zależności od stanu, wielkości zestawu i szczęścia. Cena zależy też od popularności w danym kraju, stąd np. ZX Spectrum można kupić w Anglii taniej niż w Polsce – wyjaśnia przedstawiciel RetroGralni.
Wiadomo, im starszy sprzęt, tym rzadszy i droższy. Czasami niedostępny. Ale i na to jest rada – emulatory, czyli oprogramowanie pozwalające na odwzorowanie starego komputera na ekranie współczesnego (także tabletu i telefonu). Po zainstalowaniu odpowiedniego emulatora można grać do woli, bez konieczności zakupu starego komputera.
Takie rozwiązanie preferują ci, dla których w retrogamingu ważny jest duch, nie maszyna.
Nauka w zabawie
Wrocławscy retrogracze uczestniczą w imprezach kulturalnych, edukacyjnych i tematycznych w całym kraju. Wyliczyli, że podczas ponad 50 takich spotkań odwiedziło ich 87 tysięcy gości.
– Największe wzięcie mają komputery i konsole znane z naszych domów sprzed lat: Commodore, Amiga, Atari, Pegasus (polski klon konsoli Nintendo – red.), także troszkę nowsze produkty firm Nintendo i Sony, dla nas będące na granicy retro – wymienia Jakub Rzepecki. – Druga popularna kategoria to sprzęt, który wyróżnia się nietypowymi kontrolerami, jak wszelkiego typu pistolety świetlne, Nintendo Game Cube z kontrolerem w postaci bębenków, czy Nintendo 64 pozwalające na udział czterech graczy.
W tej chwili retrogamerzy współtworzą wystawę „Mózgi elektronowe. Elwro i jego plastycy" w Galerii Dizajn BWA Wrocław.
– Na tej wystawie można znaleźć eksponaty z naszej kolekcji – komputery, kalkulatory i konsolę TVG-10 z kolekcji Artura Ciemięgi.
W dniach 13–14 maja RetroGralnia zaprasza na „Gry i komputery minionej ery" – imprezę we wrocławskim Centrum Kultury Zamek.
W dalszych planach są starania o własną siedzibę i prace nad ofertą edukacyjną.
– Duża część naszych odbiorców to właśnie dzieci, które bardzo pozytywnie reagują na stary sprzęt. Aż się prosi, by przemycić na takich spotkaniach trochę edukacji. Zaznajomienie młodszego pokolenia z początkami domowej informatyki to jeden z naszych głównych celów – podkreśla Jakub Rzepecki.
Wystawa Elwro
Wrocławskie Zakłady Elektroniczne Elwro były miejscem, w którym od początku lat 60. budowano maszyny matematyczne. Tu powstawały komputery Odra, a później mikrokomputery Elwro. Tu także – a wówczas nie było to tak oczywiste, jak dziś – zaczęto myśleć o budowaniu identyfikacji wizualnej firmy. O współpracy fabryki z wrocławskimi projektantami i grafikami opowiada wystawa „Mózgi elektronowe. Elwro i jego plastycy", w galerii Dizajn BWA Wrocław.
– Od 1972 roku Elwro stało się azylem dla projektantów graficznych oraz projektantów form przemysłowych. Była to enklawa myśli naukowej powiązanej z działalnością artystów mających za zadanie krzewienie „estetyki produkcji" – mówi kuratorka wystawy Iwona Kałuża. – Plastycy czuwali nad każdym elementem, od znaku graficznego, przez katalogi i upominki, po ekspozycje targowe – dodaje.