Parobek tego nie schował

Nie wiadomo, czy latoś pszczoły wystarczająco zapyliły wielkopolskie sady, ale tego roku w Wielkopolsce wyjątkowo obrodziły skarby.

Publikacja: 05.06.2016 23:00

Początkowo się na to nie zanosiło: Najpierw gruchnęła wieść (a konkretnie, poinformował o tym serwis PAP, Nauka w Polsce), że odkryto skarb wczesnośredniowieczny na Podlasiu, potem rzymski - koło Ostródy. Aż wreszcie bransolety sprzed trzech tysiącleci odkryto w okolicach Trzcianki w województwie wielkopolskim.

Skarb zdeponowany był w pobliżu cieku wodnego, miał charakter wotywny, mógł to być dar przeznaczony dla konkretnego bóstwa. Składa się z brązowych bransolet. Ten piękny komplet biżuterii przeznaczony był do ozdoby rąk.

Schowana w ziemi biżuteria pochodziła z odległych terenów, dowodzi kontaktów i wymiany towarowej trzy tysiące lat temu w pradoliny Noteci, która stanowiła naturalny szlak komunikacyjny, była swego rodzaju autostradą, którą przemieszczały się społeczności różnych kultur.

To było w kwietniu. A w maju, w Skokach (także województwo wielkopolskie) archeolodzy odkryli skarb monet jagiellońskich wart ponad 70 dniówek robotnika niewykwalifikowanego w renesansowej Polsce. Wśród monet ze szkockiego skarbu doliczono się 85 półgroszy wybitych za panowania Jana Olbrachta, Aleksandra Jagiellończyka, Zygmunta I Starego i Albrechta Hohenzollerna.

Są też znacznie starsze okazy: jeden trzeciak i dwa półgrosze Władysława Jagiełły - pozostawały w obiegu jeszcze do połowy XVI wieku, dlatego są bardzo zużyte. Najmłodszy okaz, wybity w 1539 roku, wskazuje okres, po jakim ukryto gotówkę.

Skąd decyzja o zakopaniu gotówki? Nie wiadomo, już się tego nigdy nie będzie można dowiedzieć. Tak jak w przypadku większości tego typu odkryć, osoba, która postanowiła ukryć swój majątek, na zawsze pozostanie anonimowa. Mogła nią kierować troska o zabezpieczenie przed kradzieżą, rabunkiem, mogła to być obawa przed niepokojami politycznymi. Trudno także stwierdzić, czy suma zgromadzona w depozycie była zbierana długo, czy była rezultatem jednorazowej transakcji.

Ale coś jednak wiadomo. Na przykład to, że za czasów Zygmunta I Starego, ukryta gotówka mogła wystarczyć na kupno wołu roboczego, za owcę trzeba było zapłacić od sześciu do dziewięciu groszy, a za gęś tuczoną dwa do czterech groszy. W okresie, gdy ukryto ten skarb, prosty parobek zarabiał dziennie grosz, w Gdańsku dniówka czeladnika murarskiego czy ciesielskiego wynosiła od dwóch do czterech groszy, a wynagrodzenie majstra murarskiego w Krakowie 50 - 60 groszy tygodniowo.

Czy warto było oszczędzać, odmawiać sobie wielu rzeczy, przyjemności, być może odejmować od ust żonie, skąpić dzieciom, nie dopłacać czeladzi, być kutwą i sknerą? Warto, ponieważ bez tego archeolodzy i historycy wiedzieliby bez porównania mniej o minionych dziejach, a osobiście mieliby większe szanse pójść z torbami i nie odkładać na koncie w banku.

Początkowo się na to nie zanosiło: Najpierw gruchnęła wieść (a konkretnie, poinformował o tym serwis PAP, Nauka w Polsce), że odkryto skarb wczesnośredniowieczny na Podlasiu, potem rzymski - koło Ostródy. Aż wreszcie bransolety sprzed trzech tysiącleci odkryto w okolicach Trzcianki w województwie wielkopolskim.

Skarb zdeponowany był w pobliżu cieku wodnego, miał charakter wotywny, mógł to być dar przeznaczony dla konkretnego bóstwa. Składa się z brązowych bransolet. Ten piękny komplet biżuterii przeznaczony był do ozdoby rąk.

Pozostało 81% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Regiony
Odważne decyzje w trudnych czasach
Materiał partnera
Kraków – stolica kultury i nowoczesna metropolia
Regiony
Gdynia Sailing Days już po raz 25.
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego