W tym roku przypada trzynasta edycja Szczecin Music Fest

Dariusz Startek, Dyrektor artystyczny Szczecin Music Fest oraz szef agencji Koncerty.com mówi Jackowi Cieślakowi o tegorocznej edycji festiwalu, oraz wcześniejszych dokonaniach

Publikacja: 16.06.2016 23:00

W tym roku przypada trzynasta edycja Szczecin Music Fest

Foto: archiwum prywatne

Rz: To już 13 edycja Szczecin Music Fest, czym szczególnym wyróżnia się dla pana?

Dariusz Startek: Do tej pory organizowaliśmy koncerty wiosną i latem, a w tym roku poza głównym programem znajdzie się nasz „gwóźdź", czyli listopadowy koncert Katie Melui. Musieliśmy dostosować się do jej terminów i zrobiliśmy to z wielką przyjemnością, ponieważ przygotowała specjalny program. Po raz pierwszy będzie występowała z gruzińskim chórem, bo jest z pochodzenia Gruzinką i osobą bardzo związaną ze swoim narodem oraz tradycją. Od jakiegoś czasu chodziły słuchy, że pracuje nad specjalnym projektem z żeńskim chórem z Gori. Informacje te się potwierdziły, a teraz wszyscy emocjonują się tym, co to będzie, bo wraz z Katie przyjedzie do Szczecina dwadzieścia kilka śpiewaczek. Tradycja śpiewu polifonicznego z Gruzji jest jednym ze skarbów kultury światowej, na naszym koncercie dojdzie więc do niesamowitego połączenia tradycji z nowoczesnością. Dodam, że koncert Katie Melui odbędzie się w Hali Azoty. Trzy dotychczasowe zorganizowaliśmy w nowej i cudownej, nie tylko pod względem architektonicznym, ale i akustycznym, Filharmonii Szczecińskiej. Na kolejne trzy zapraszam na dziedziniec szczecińskiego Zamku.

Które z lipcowych wydarzeń było najtrudniej przygotować?

Z pewnością występ Macy Gray. To będzie jej jedyny europejski koncert tego roku. Macy chyba nie ma największego szczęścia do menedżerów, dlatego w ostatnich miesiącach zmieniła firmę, a my dwukrotnie zmienialiśmy termin występu, z czym wiązało się sporo stresu. Ostatecznie cieszymy się, że Macy do nas przyleci, jest bowiem postacią wyjątkowo barwną, co przekłada się również na jej sceniczną osobowość. Jeśli chodzi o Omarę Portuondo, kobietom nie wypomina się wieku, ale artystka skończyła 85 lat i wybrała się na kolejną jubileuszową trasę, na którą warto było czekać. Tym bardziej, że zabiera ze sobą Diego El Cigala, śpiewaka flamenco nr 1 na świecie. Z kolei Buika była już w Polsce, ale teraz przyjeżdża w przełomowym momencie swojej kariery w Stanach Zjednoczonych, gdzie od kilku lat mieszka. Jej najnowsza płyta jest kompletnie inna niż poprzednie, położyła bowiem nacisk na reggae i soul. Wszystkie artystki były przez nas pożądane, a tak się złożyło, że przyjeżdżają w jednym miesiącu. Mieliśmy kiedyś rok zdominowany przez mężczyzn, a teraz oddajemy głos paniom. Tak się składa, że wszystkie to wokalistki.

Jest pan pomysłodawcą festiwalu, jaki był początek?

Chodziło o to, by dać Szczecinowi w muzyce to, co kiedyś w związku z portem i usytuowaniem miasta nazywało się „oknem na świat". Po wielu latach pracy w roli promotora pomyślałem, że warto stworzyć imprezę pokazującą to, co jest najciekawsze w obszarze tak zwanej world music, w co wliczam również jazz, który jako pierwszy w XX wieku zawładnął słuchaczami globalnie, tworząc korzenie muzyki świata. Dziś to wydaje się to oczywiste, ale kilkanaście lat temu w Szczecinie byliśmy pionierami. Nie było jeszcze wtedy takich imprez jak Globaltica czy Ethnoport. Była poznańska Malta, ale naszym celem było skoncentrowanie się wyłącznie na muzyce. Dlatego po promowaniu muzyki jazzowej postanowiłem poszerzyć formułę o world music i Szczecin Music Fest jest tego dowodem. To nasz okręt flagowy. Muszę tu wspomnieć o wsparciu, jakie władze Szczecina udzielają projektowi od początku. Bez ich zaangażowania nie można byłoby marzyć o takim festiwalu.

Przypomnijmy artystów, którzy występowali na pierwszych edycjach.

Cykl koncertów Szczecin Music Fest inaugurowali m.in. Al Di Meola z „World Simfonia", Jan Garbarek, Richard Bona, Bojofondo Tango Club, kierowany przez Gustavo Santaolalla, laureata Oscara za muzykę do „Brokeback Mountain", obecnie już dwukrotny laureat – także za „Babel", i jeden z najbardziej wziętych kompozytorów w Hollywood. Osobne słowo chciałbym poświęcić nieodżałowanej Cesarii Evorze, której koncert w Szczecinie w 2005 roku rozpoczął naszą stałą współpracę z tą wyjątkową artystką. Takie były nasze początki.

A co uważa pan za swoje największe osiągnięcie?

Nieskromnie powiem, że było ich sporo, a mam na myśli koncerty największych gwiazd, m.in.: Cesarii Evory, Pata Metheny, Paco De Lucii, Herbie Hancocka czy Sinead O'Connor. Równie wysoko cenię sobie promowanie nowych nazwisk i młodych artystów. Do tego grona mogę zaliczyć niegdyś debiutantki, a teraz duże gwiazdy: Zaz oraz Selah Sue, ale też na przykład JBBG z Austrii zespół, który używając aparatu typowej orkiestry jazzowej gra prawdziwą muzykę przyszłości. Szczecin Music Fest tak został bowiem pomyślany, by największe gwiazdy wspierały młodsze, aby te mogły później radzić sobie same, pomagając kolejnym.

Czy jest pan szczecinianinem z urodzenia?

Mieszkam tu od 14 roku życia, czyli prawie czterdzieści już lat. A urodziłem się w Stargardzie, który jeszcze do niedawna był Szczeciński.

Który z koncertów uważa pan swój debiut?

Moim mitem założycielskim, jak pięknie się teraz mówi, jest występ Lestera Bowie i grupy Miłość w 1996 roku w Klubie Pinokio-klubie, z którego wyrosłem, jednym z najbardziej zasłużonych dla kultury studenckiej w Polsce tak jak gdański Żak czy warszawska Stodoła. Dla mojego pokolenia koncert Bowiego i Miłości jest absolutnie fenomenalnym wydarzeniem. Lester, lider Art Ensemble of Chicago, był ucieleśnieniem kreatywnej, niepokornej Ameryki oraz jazzu, który nigdy się nie skomercjalizował. Miłość zaś stała się zespołem dekady i wylęgarnią talentów – Leszka Możdżera, Tymona Tymańskiego, Mikołaja Trzaski. Mówiąc o przeszłości, nie chcę zapominać o przyszłości, dlatego zapraszam na tegoroczne koncerty Szczecin Music Fest.

Program Szczecin Music Fest oraz wszystkie informacje na www.SzczecinMusicFest.pl

Rz: To już 13 edycja Szczecin Music Fest, czym szczególnym wyróżnia się dla pana?

Dariusz Startek: Do tej pory organizowaliśmy koncerty wiosną i latem, a w tym roku poza głównym programem znajdzie się nasz „gwóźdź", czyli listopadowy koncert Katie Melui. Musieliśmy dostosować się do jej terminów i zrobiliśmy to z wielką przyjemnością, ponieważ przygotowała specjalny program. Po raz pierwszy będzie występowała z gruzińskim chórem, bo jest z pochodzenia Gruzinką i osobą bardzo związaną ze swoim narodem oraz tradycją. Od jakiegoś czasu chodziły słuchy, że pracuje nad specjalnym projektem z żeńskim chórem z Gori. Informacje te się potwierdziły, a teraz wszyscy emocjonują się tym, co to będzie, bo wraz z Katie przyjedzie do Szczecina dwadzieścia kilka śpiewaczek. Tradycja śpiewu polifonicznego z Gruzji jest jednym ze skarbów kultury światowej, na naszym koncercie dojdzie więc do niesamowitego połączenia tradycji z nowoczesnością. Dodam, że koncert Katie Melui odbędzie się w Hali Azoty. Trzy dotychczasowe zorganizowaliśmy w nowej i cudownej, nie tylko pod względem architektonicznym, ale i akustycznym, Filharmonii Szczecińskiej. Na kolejne trzy zapraszam na dziedziniec szczecińskiego Zamku.

Pozostało 80% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Regiony
Odważne decyzje w trudnych czasach
Materiał partnera
Kraków – stolica kultury i nowoczesna metropolia
Regiony
Gdynia Sailing Days już po raz 25.
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą