Ważniejsi niż futbol

Lubelski czarny sport po czterech latach powraca na zaplecze PGE Ekstraligi. Kibice Speed Car Motoru już teraz są w krajowej czołówce.

Aktualizacja: 13.10.2017 03:20 Publikacja: 12.10.2017 21:30

Ważniejsi niż futbol

Foto: km cross lublin

Fiesta po zwycięstwie w rewanżowym barażu ze Stalą Rzeszów trwała do późnego wieczora i to pomimo rozgrywanego kilka godzin później meczu polskich piłkarzy z Czarnogórą. Pierwsza liga żużlowa wraca do Lublina po trzech latach, czwartym przekształceniu klubu i na 70-lecie żużla w tym mieście.

Speed Car Motor stara się nawiązać do lat świetności czarnego sportu w Lublinie. Do tej pory największym sukcesem żużlowców z tego miasta było wicemistrzostwo Polski, wywalczone w 1991 roku. Ówczesny Motor na stałe zapisał się w historii tej dyscypliny w Polsce. Jako pierwszy zakontraktował bowiem obcokrajowca ze światowej czołówki. Tym pionierem był Hans Nielsen, który po raz pierwszy plastron lubelskiego klubu przywdział 1 kwietnia 1990 roku. Wielu było wówczas przekonanych, że zapowiedź występów Duńczyka to primaaprillisowy żart. Dziś PGE Ekstraliga jest najlepszą żużlową ligą świata, a każdy szanujący się zawodnik zabiega o kontrakt nad Wisłą.

– Pamiętam ten dzień dokładnie. To było nieprawdopodobne dla mnie przeżycie. Nigdy przedtem ani potem nie doświadczyłem takiego zainteresowania moją osobą kibiców, fotografów i dziennikarzy – wspominał 25 lat później Nielsen w rozmowie z „Kurierem Lubelskim".

Duńczyk występował w Lublinie przez cztery lata, walnie przyczyniając się do wspomnianego srebra z 1991 roku. Był to ostatni sezon, w którym w Motorze jeździł przed transferem do Wrocławia Dariusz Śledź. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" obecny trener Speed Car Motoru przyznaje, że ciepło wspomina tamte czasy, ale woli unikać porównań.

Zawodnicy jeżdżący dla Speed Car Motoru starają się nawiązać do lat świetności czarnego sportu w Lub

Zawodnicy jeżdżący dla Speed Car Motoru starają się nawiązać do lat świetności czarnego sportu w Lublinie

km cross lublin

– Myślę, że zaczynamy pisać nową historię. Bardzo byśmy chcieli nawiązać do tamtych wspaniałych momentów, ale zmieniła się rzeczywistość, zmieniły się realia. Teraz działamy od nowa i jak pokazuje frekwencja na naszym stadionie, na razie nam się udaje – mówi Śledź.

„Ż" w nazwie

Po 1991 roku drużyna powoli, ale konsekwentnie zjeżdżała po równi pochyłej. Ostatecznie spadła z najwyższej ligi w 1995 roku. Z hukiem i z perturbacjami. To wtedy lublinianom przyznany został absurdalny i słynny do dziś walkower za mecz ze Stalą Gorzów. Piotr Świst i Ryszard Franczyszyn z zespołu gości przyjechali na spotkanie bez ważnych licencji. Choć dziś wydaje się to zabawne – bo wyglądało to, jakby Michał Pazdan nie mógł zagrać w meczu Legii z powodu zgubienia dowodu osobistego – sędzia z pełną powagą ogłosił, że do pojedynku nie dojdzie. Ostatecznie Główna Komisja Sportu Żużlowego nakazała rozegrać mecz jeszcze raz, w sierpniu. Na torze zdecydowanie wygrała Stal.

Motor spadł i został rozwiązany, na jego miejsce powołano drugie wcielenie żużla w Lublinie – LKŻ. Ten twór przetrwał tylko pięć lat. Kolejny – Towarzystwo Żużlowe Lublin – dwa lata dłużej, ale przynajmniej miał pewne sukcesy. Po roku startów w zreformowanej lidze (po podziale na trzy klasy) awansował z najniższej do tej „środkowej". W 2004 roku rywalizował nawet w barażach o awans do Ekstraligi, z powracającym po latach Dariuszem Śledziem w składzie. Boom nie trwał długo – trzy lata później TŻL spadł do II ligi i zakończył działalność, a motory zamilkły w Lublinie na rok.

Kolejnym wcieleniem z nieodłącznym „Ż" w nazwie był KMŻ (Klub Motorowo-Żużlowy), który dołączył do drugiej ligi w 2009 roku. Przetrwał do 2015, mając podobną historię, jak poprzedni twór: awans do pierwszej ligi, spadek i rozwiązanie.

Czy tym razem będzie podobnie? Wiele wskazuje, że niekoniecznie. Dariusz Śledź podkreśla, że w Lublinie jest ogromny głód żużla. – Liczba kibiców, którą mieliśmy na stadionie w tym sezonie, dobitnie mówi o tym, że żużel jest w Lublinie potrzebny, że jest sportem ważnym i kochanym – mówi. Decydujący baraż z rzeszowską Stalą Rzeszów obejrzało osiem tysięcy widzów. I to pomimo wysokiego zwycięstwa Speed Car Motoru w pierwszym, wyjazdowym meczu, które sprawiało, że na emocje w rewanżu nie można było liczyć.

Przez cały sezon na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich zasiadało średnio ponad 7,5 tysiąca kibiców – zdecydowanie najwięcej w drugiej lidze. Mało tego – to lepsza frekwencja niż na najbardziej obleganym klasę wyżej stadionie w Tarnowie, a ogólnie ósma w kraju. Porównania nie wytrzymuje też piłka nożna – na mecze Górnika Łęczna, który w zeszłym sezonie swoje spotkania rozgrywał na Arenie Lublin, przychodziło o połowę mniej kibiców.

Dopóki koła się kręcą

Trener Śledź podkreśla, że nie tylko w tym aspekcie Lublin nie odstaje od teoretycznie lepszych klubów. – Druga liga była w tym roku bardzo wyrównana, mocna. Nie było łatwo o punkty. Te baraże pokazały, że nie ma aż tak wielkiej różnicy między ligami – stwierdza. Jego zespół w rundzie zasadniczej przegrał tylko dwa mecze – z Ostrovią Ostrów Wlkp. i Startem Gniezno. Na tych pierwszych lublinianie trafili w półfinale play-off. Po pierwszym spotkaniu mieli do odrobienia tylko dwa punkty, ale w rewanżu musieli walczyć do ostatniego biegu. W decydującym momencie na wysokości zadania stanął Paweł Miesiąc, który wygrał decydujący wyścig, zapewniając swojej drużynie czteropunktową wygraną.

W finałowym dwumeczu Speed Car Motor zmierzył się ze Startem Gniezno. Choć w pierwszym pojedynku lublinianie zwyciężyli 50:40, to po słabym rewanżu rywalizację przegrali, na pocieszenie otrzymując szansę w barażowym starciu z przedostatnią drużyną pierwszej ligi – Stalą Rzeszów. – Dopóki koła się kręcą, dopóki motocykle warczą, to nie ma co wątpić – mówi Dariusz Śledź. – Nie było się co martwić, tylko dobrze przygotować.

W barażu wszystko było już po jego myśli. Na wyjeździe lublinianie wygrali aż 52:38, by w rewanżu postawić tylko kropkę nad „i". Co ciekawe, Śledź przed laty jeździł także w Rzeszowie. Po wyrzuceniu Stali z pierwszej ligi jego dawni znajomi z tego miasta nie mieli specjalnych pretensji. – Raczej gratulowali. Koledzy doceniają sportową walkę i na torze możemy walczyć jak gladiatorzy, ale przyjaciółmi się zostaje na całe życie – podkreśla trener. Nie był zresztą jedynym rzeszowianinem w Speed Car Motorze – kariery w Stali zaczynali Maciej Kuciapa i wspomniany Paweł Miesiąc.

Stadion obywatelski

Co dalej? Choć Śledź zastrzega, że nawet w składzie z tego sezonu lublinianie nie staliby w pierwszej lidze na straconej pozycji, trwają już rozmowy z zawodnikami, którzy potencjalnie mogliby wzmocnić Speed Car Motor. – Zobaczymy, jaki budżet uda nam się skonstruować na następny rok. Te rozmowy dotyczące personaliów dopiero się zaczną – zapowiada trener, ale inaczej powiedzieć nie może, bo oficjalnie do 1 listopada kluby nie mogą podpisywać nowych kontraktów ani nawet przedłużać starych.

Praktyka jest jednak taka, że do tej daty rozgrzewają się telefony, a w listopadzie w ruch idą już długopisy. Na stadionie w Lublinie widziany był już Karol Baran, który po średnim sezonie w ekstraklasowym Włókniarzu raczej nie może liczyć na nową umowę w Częstochowie. Na pewno w drużynie beniaminka pierwszej ligi dalej chce jeździć Robert Lambert. Anglik był w 2017 roku najlepszym zawodnikiem Speed Car Motoru. – Jeszcze nic nie jest sformalizowane, ale przychodząc do klubu, mówiłem, że w przyszłym sezonie chcę jeździć w pierwszej lidze. Lublin już w niej jest, więc pozostało nam tylko usiąść i porozmawiać o kontrakcie – zapowiedział w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim".

W Lublinie chętnie dalej korzystaliby również z usług młodzieżowca Oskara Bobera, wypożyczonego w tym sezonie z ekstraligowej Sparty Wrocław. Dariusz Śledź nie ma jednak złudzeń. – Bardzo byśmy chcieli, żeby on mógł jeździć u nas, natomiast sytuacja jest taka, że ma ważny kontrakt we Wrocławiu. Szansę powinni dostać więc wychowankowie z Lublina. Oni zrobili krok do przodu i są dzisiaj w innym miejscu, niż byli na początku tego sezonu, ale wciąż jeszcze długa droga przed nimi – zastrzega trener.

Działacze pracują nad tym, aby stadion przy Alejach Zygmuntowskich jak najszybciej przeszedł remont i przestał straszyć przestarzałą infrastrukturą. Do głosowania w budżecie obywatelskim miasta zgłoszono dwa żużlowe projekty, w tym jeden na kwotę 1,2 mln zł. Odnowiony stadion miałby pomieścić ponad 12 tys. kibiców. Projekt poparło ponad 5 tys. mieszkańców i zostanie zrealizowany w przyszłym roku.

Fiesta po zwycięstwie w rewanżowym barażu ze Stalą Rzeszów trwała do późnego wieczora i to pomimo rozgrywanego kilka godzin później meczu polskich piłkarzy z Czarnogórą. Pierwsza liga żużlowa wraca do Lublina po trzech latach, czwartym przekształceniu klubu i na 70-lecie żużla w tym mieście.

Speed Car Motor stara się nawiązać do lat świetności czarnego sportu w Lublinie. Do tej pory największym sukcesem żużlowców z tego miasta było wicemistrzostwo Polski, wywalczone w 1991 roku. Ówczesny Motor na stałe zapisał się w historii tej dyscypliny w Polsce. Jako pierwszy zakontraktował bowiem obcokrajowca ze światowej czołówki. Tym pionierem był Hans Nielsen, który po raz pierwszy plastron lubelskiego klubu przywdział 1 kwietnia 1990 roku. Wielu było wówczas przekonanych, że zapowiedź występów Duńczyka to primaaprillisowy żart. Dziś PGE Ekstraliga jest najlepszą żużlową ligą świata, a każdy szanujący się zawodnik zabiega o kontrakt nad Wisłą.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony