Wystarczyło kilka minut

Po wielu latach Lubelszczyzna doczekała się piłkarza odgrywającego dużą rolę w czołowym klubie. Jarosław Niezgoda z powodzeniem gra w Legii.

Publikacja: 09.11.2017 20:30

Jak na 22-letniego zawodnika ma całkiem przyzwoite statystyki. W ekstraklasie w Ruchu Chorzów i Legii zagrał w 37 meczach, strzelił już 15 goli. Bilans wygląda znacznie lepiej, jeśli weźmie się pod uwagę, że na ogół nie gra pełnych meczów. Istotne jest też znaczenie bramek, zwłaszcza tych zdobywanych teraz w Legii. W trzech meczach były to gole zwycięskie, dwa – z Lechią Gdańsk i Wisłą Kraków – pozwoliły zespołowi mistrza Polski głęboko odetchnąć po nieudanym starcie w lidze i wyeliminowaniu z europejskich pucharów.

Agent Niezgody Marek Citko czuł wtedy wyjątkową satysfakcję. Kiedy wspólnie decydowali się na transfer z Wisły Puławy pod koniec 2015 roku, stanęli przed poważnym dylematem: wybrać Legię czy Cracovię? – Nie zawsze dobrzy zawodnicy, z ogromnym potencjałem, potrafią zaaklimatyzować się w takim klubie jak Legia. Zrobiłem wtedy Jarkowi test psychologiczny. Wyszło na to, że poradzi sobie ze stresem i wielkim wyzwaniem w Warszawie, w Legii. O jego umiejętności w ogóle się nie martwiłem. Od pierwszego spotkania wiedziałem, że ma ogromny potencjał – mówi „Rzeczpospolitej" Citko.

Z Wólki Kolczyńskiej przez Opole do Puław

O wielkich możliwościach Niezgody przekonywali się kolejni trenerzy na każdym etapie jego kariery. Pytanie brzmiało, czy chłopak wytrzyma reżim treningowy, nie zagubi się w zmieniającym się otoczeniu, nie zachłyśnie pochwałami i sukcesami. Nie miał łatwej drogi, musiał pokonać wiele przeszkód, jego rówieśnicy o podobnej skali talentu nie dali rady.

Niezgoda na pierwsze treningi musiał dojeżdżać blisko 15 km z Wólki Kolczyńskiej do Opola Lubelskiego. Jego pierwszym klubem był miejscowy Opolanin, trenerem Krzysztof Krajewski. Na stronie klubowej poświęconej najwybitniejszemu wychowankowi tego występującego dziś w lubelskiej lidze okręgowej klubu Krajewski wspomina, że Jarek na treningi raz przyjeżdżał, raz nie, bo dla chłopca to było jednak daleko. Wiele zależało od tego, czy akurat miał kolegę do podroży. Był z tym pewien problem.

Pod koniec szkoły podstawowej do kadry wojewódzkiej zapraszał go lokalny trener Bernard Bojek, ale bywało i tak, że rodzice nie zezwalali na wyjazd – bali się go wysłać bez opieki, a sami nie mieli czasu, by odwieźć syna.

Wszyscy wokół widzieli jednak, że mają do czynienia z nadzwyczaj zdolnym chłopakiem. Niezgoda zdobywał raz za razem tytuły króla strzelców w młodzieżowych turniejach, przerastał rówieśników umiejętnościami, grał więc ze starszymi. Trener Bojek namawiał go i jego rodziców do przejścia do Puławiaka, którego sam prowadził. Nie dostał zgody. Piłkarz nie był tak pewny swoich umiejętności, by naciskać na pierwszy w życiu transfer.

W Puławach pod koniec pierwszej dekady XXI wieku rozpoczęła się budowa silnego zespołu piłkarskiego – Wisły. Trenerzy szukali talentów w okolicznych klubach. Dawno już słyszeli o Niezgodzie. W 2008 roku, kiedy zdawał do gimnazjum, zaproponowali mu przejście do klubu, rodziców zapewnili, że dziecko dostanie miejsce w szkole, wsparcie i opiekę na miejscu. Dyskusje z Opolaninem nie trwały długo. Doszło do wymiany zawodników i Niezgoda przeszedł do Wisły.

Przyjeżdża Citko

W Puławach spędził siedem i pół roku, pierwsze lata w zespołach juniorów, gdzie zaczął regularnie strzelać gole. Awansował z drużyną do finału mistrzostw Polski juniorów młodszych, potem do Centralnej Ligi Juniorów. W pierwszym zespole, występującym w II lidze, zadebiutował w wieku 17 lat w przegranym meczu z Pelikanem Łowicz. Każda kolejna runda przynosiła postęp. W sezonie 2015/16 grał w Wiśle tylko jesienią, strzelił dziewięć goli. Zespół z Puław zajmował drugie miejsce w II lidze, tuż za Stalą Mielec.

Niezgoda często sam potrafił rozstrzygnąć losy meczu. Miał wybitny strzelecki instynkt, doskonale znajdował się w sytuacjach bramkowych. – Wiedzieliśmy, że długo u nas nie zostanie. Sygnały o tym, że interesują się nim inne kluby, dostawaliśmy już kilka miesięcy wcześniej. Mimo walki o awans nie zamierzaliśmy robić mu trudności z transferem. Docenialiśmy to, co zrobił do tej pory dla klubu – opowiada prezes Wisły Grzegorz Nowosadzki.

Na treningu Wisły pojawił się Marek Citko – były reprezentant Polski, piłkarz Jagiellonii, Widzewa, Legii, Polonii, Cracovii, po zakończeniu kariery menedżer. Dostał sygnał od kolegi o młodym, zdolnym piłkarzu grającym w ataku. Nie zlekceważył informacji, jakich otrzymuje kilkanaście w miesiącu. – Wystarczyło mi kilka minut, żeby wiedzieć, z kim mam do czynienia – dobrze grał lewą i prawą nogą, szybko odskakiwał obrońcom. Miło się patrzyło na to, jak gra. Miał potencjał. Nawiązaliśmy współpracę – wspomina Citko.

Kontakt piłkarza Legii i byłego reprezentanta Polski nie ogranicza się do biznesu i transferów. Dotyczy także takich spraw jak przygotowanie do treningu, dieta, umiejętność odpoczynku. Citko nie przecenia swojej roli, ale mówi, że współczesny piłkarz 10–20 procent sukcesu zawdzięcza menedżerowi i jego opiece.

Z Puław Niezgodę chciało kupić osiem klubów, pół ekstraklasy. Najmocniejszą ofertę złożyły Cracovia i Legia. Wisła Puławy nie robiła trudności, choć walczyła o awans do I ligi. – Uznaliśmy, że Jarek zrobił dla nas dużo dobrego. Czuliśmy się też wyróżnieni tym, że odejdzie do silniejszego klubu i w przyszłości może zagra w reprezentacji Polski – mówi prezes Nowosadzki. Wisła awansowała bez Niezgody, ale jak wszyscy powtarzają, z jego wielkim wkładem z rundy jesiennej.

W styczniu 2016 roku Niezgoda podpisał czteroipółletni kontrakt z Legią. W pierwszej rundzie w nowym klubie zagrał tylko w rezerwach. W nowym sezonie zdążył wystąpić w jednym spotkaniu i został wypożyczony do Ruchu Chorzów. Szybko zaaklimatyzował się w nowej drużynie, strzelił dziesięć bramek, dostawał powołania do młodzieżowej reprezentacji Polski, wystąpił na rozgrywanych w Polsce mistrzostwach Europy. Po spadku Ruchu i wobec problemów Legii z napastnikami wrócił do Warszawy przed obecnym sezonem. Ani piłkarz, ani klub tej decyzji nie żałują.

Nowy rozdział

Trochę zaskakujące, że z Lubelszczyzny do Legii trafiało tak mało piłkarzy. Z Warszawy do Lublina jest przecież blisko, często zespoły z regionu grają sparingi z warszawskim klubem. Najwybitniejszy zawodnik urodzony w Lublinie Władysław Żmuda, uczestnik czterech mundiali, z Motoru trafił do Gwardii Warszawa. Jacek Bąk, choć miał ofertę z Legii, wybrał Lecha Poznań. Na zakończenie kariery, gdy również negocjował umowę z Legią, wybrał Austrię Wiedeń.

Kazimierz Górski był szkoleniowcem Legii i Lublinianki. Leszek Pisz i Leszek Iwanicki występowali i na Łazienkowskiej, i w Motorze. Z Łęcznej do Legii przychodzili Grzegorz Bronowicki i Sebastian Szałachowski.

Niezgoda może dopisać kolejny rozdział w tej lubelsko-warszawskiej historii.

Jak na 22-letniego zawodnika ma całkiem przyzwoite statystyki. W ekstraklasie w Ruchu Chorzów i Legii zagrał w 37 meczach, strzelił już 15 goli. Bilans wygląda znacznie lepiej, jeśli weźmie się pod uwagę, że na ogół nie gra pełnych meczów. Istotne jest też znaczenie bramek, zwłaszcza tych zdobywanych teraz w Legii. W trzech meczach były to gole zwycięskie, dwa – z Lechią Gdańsk i Wisłą Kraków – pozwoliły zespołowi mistrza Polski głęboko odetchnąć po nieudanym starcie w lidze i wyeliminowaniu z europejskich pucharów.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Ciechanów idealny na city break
Materiał partnera
Nowa trakcja turystyczna Pomorza Zachodniego
Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy