Ta data. 13 stycznia 2019 r. Czy to straszne echo 13 grudnia 1981 r.? Może ktoś powie, że taka myśl to profanacja, bo wtedy Jaruzelski zaatakował cały naród. Próbował uśmiercić polskie marzenie o wolności. Nie udało się. Marzenie przeżyło i mogło się zmaterializować osiem lat później, w wyborach, które dały nam demokrację. A jest pewne iunctim – tragiczny związek między pierwszą i drugą datą. Bo 13 stycznia 2019 r. na gdańskiej scenie też dokonano mordu na pewnym marzeniu.

Wybrane wydarzenia z życia Pawła Adamowicza

Wybrane wydarzenia z życia Pawła Adamowicza

Foto: PAP

Mieliśmy prawo do naiwności

Co to było za marzenie? Marzenie o ludzkiej twarzy polskiej polityki, o jej czystości. O tym, że można ją uprawiać w duchu solidarności, w duchu „non violence”. Tym mieliśmy  się – Polacy – różnić od innych narodów. Wtedy to marzenie ostatecznie umarło. Piszę ostatecznie, bo przecież nie można zapomnieć o łódzkim morderstwie Marka Rosiaka, dziewięć lat wcześniej. Z pokorą trzeba przypomnieć i tamtą zbrodnię. Tak, zamordowano człowieka z motywacji politycznej. Ciężki kamień uderzył w wieżę z kości słoniowej, jak usiłowaliśmy postrzegać polską demokrację.

Naiwność? Pewnie tak. Ale przynajmniej część z nas miała do tego prawo. Polska wolność była wyśniona, wywalczona. Wymarzona na koniec, trudno więc – nawet i dziś – pogodzić się z myślą, że polityka jest zawsze taka sama. Brudna i pełna przemocy.

O ile dramat rozpoczęty 13 grudnia 1981 r. doczekał się szczęśliwego końca, to echa tragedii z 13 stycznia wybrzmiewają w nicości. Finał tej historii nie skończy się dobrze. Zobaczyliśmy to zresztą już całkiem niedługo po uniesieniu patriotycznym ze stycznia 2019 r.; po krótkiej chwili solidarności, maszyna nienawiści w spolaryzowanym społeczeństwie ruszyła z nową siłą.

Czytaj więcej

Prezydent Gdańska otrzymuje pogróżki. „Nożem ją na WOŚP”

Jak pamiętamy Pawła Adamowicza?

Postaci Pawła Adamowicza przypominać nie trzeba. Ma swoje miejsce w polskiej historii i polskiej debacie publicznej. Kiedy o nim myślę po siedmiu latach od jego pogrzebu, widzę nie tyle zrewoltowanego chłopaka, którego poznałem w latach osiemdziesiątych, ale człowieka wielkiej siły i odwagi. Z młodego konserwatysty związanego z NZS-em i Ruchem Młodej Polski stał się prawdziwym liderem swojego miasta Gdańska. Zdobył fantastyczną popularność, która prowadziła go od jednego sukcesu wyborczego do kolejnego.

Adamowicz umiał pozyskać sympatię ludzi – wsparcie gdańszczan, dzięki któremu, nawet w obliczu ataków medialnych i kłopotów w macierzystej partii, mógł przedłużać swój mandat. Miał odwagę postawić się swoim, często niezwykle wpływowym przeciwnikom. Miał odwagę upomnieć się o migrantów, tworząc dla nich pierwszy program integracyjny w Polsce. Miał odwagę pójść w Marszu Równości, czy poprzeć postulaty społeczności LGBT deklarując, że Gdańsk jest miastem otwartym na różnorodność. Miał odwagę konfrontować się z rządzącą wówczas prawicą, czy wejść w głośny spór z ówczesnym dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej Karolem Nawrockim o obecność w przestrzeni publicznej europejskiej flagi.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Paweł Adamowicz, czyli trzeba walczyć ze złem

Paweł Adamowicz był otwarty na świat, na ludzi, na idee. Nie wszystkim łatwo to było zaakceptować, z autorem tego tekstu na czele. Doszukiwaliśmy się w jego działaniach taniej popularności, może nawet populizmu. Ale jak inaczej – zadaję sobie dziś pytanie – zarządzać wielkim, zróżnicowanym, ważnym dla świata miastem, jakim jest Gdańsk? Źle jest, jeśli lider miejskiej społeczności zasklepia się w jednej formule ideowej. Lider musi być z ludźmi, a ludzie są przecież różni. Paweł Adamowicz to rozumiał i był z nimi na co dzień. Także wtedy, 13 stycznia 2019 r., kiedy towarzyszył Światełku wysyłanemu do Nieba, które tradycyjnie o 20.00 wieńczy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Dokładnie o 20.30 zadano mu ciosy nożem. Podczas transmisji telewizyjnej, na oczach całej Polski, która wtedy zamarła z przerażenia. Ile razy to się nam przydarzało? Ledwie kilka i wypada robić wszystko, by takie sytuacje się nie powtórzyły.

Czytaj więcej

Zabójstwo Pawła Adamowicza. Stefan Wilmont stracił prawo do kasacji

O co zaapelował podczas pogrzebu ojciec Ludwik Wiśniewski?

Ważna jest też reakcja. Już następnego dnia o 20.30 odprawiono w Warszawie poświęconą pamięci Pawła Adamowicza mszę świętą z udziałem prezydenta i premiera. Podobne uroczystości, religijne i świeckie odbywały się w całej Polsce. Czuliśmy tę solidarność. Szczególnie mocno podczas pogrzebu w bazylice Mariackiej w Gdańsku 19 stycznia.

Pamiętam z tych chwil słowa dominikanina, kapelana opozycji z czasów komuny, ojca Ludwika Wiśniewskiego, które wybrzmiewały wielkim echem w murach wielkiego kościoła: „Trzeba skończyć z nienawiścią! Trzeba skończyć z nienawistnym językiem! Trzeba skończyć z pogardą! Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych! Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści na ulicach, w mediach, w internecie, w szkołach, w parlamencie, a także w Kościele. Człowiek posługujący się językiem nienawiści, człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie, nie może pełnić wysokich funkcji w naszym kraju. I będziemy odtąd tego przestrzegać.” Czy przestrzegamy? Czy wyciągnęliśmy wnioski z przesłania moralnego, które padło wtedy w Gdańsku? Zadajmy sobie to pytanie. Dziś i zawsze.