Każda duża inwestycja wymaga komunikacji społecznej

AdobeStock

Czasy, w których inwestor wkraczał i realizował inwestycję, bo posiadał stosowne pozwolenia i po prostu mógł to zrobić, już dawno minęły. Dziś formalne zgody i zaspokojenie przepisów procedury administracyjnej to tylko cześć procesu inwestycyjnego.

To jeden z elementów, tak samo jak wiedza techniczna i doświadczenie. Coraz więcej uwagi inwestycjom przemysłowym i infrastrukturalnym poświęca również społeczność lokalna, w sąsiedztwie której taki projekt jest wdrażany.

Eksploatacja złoża ropy i gazu, budowa elektrowni i ciepłowni, budowa autostrady, ale również rurociąg do przesyłu gazu wszystkie mają jeden wspólny mianownik – rodzą jakiś wpływ na swoje otoczenie. Każda działalność człowieka ma jakieś skutki i oczywiście nie zawsze muszą one być negatywne. Ważne jest to, że są lub będą one odczuwalne dla tych, którzy pozostaną z tymi skutkami gdy inwestor zejdzie już z placu budowy i odda projekt do użytku.

Każdy projekt przemysłowy i infrastrukturalny ma nie tylko inwestora i zwolenników, ale też bardzo szybko znajdują się lobbujący przeciwko niemu entuzjaści innych technologii oraz przeciwnicy, którzy co do zasady w ogóle nie lubią rozwoju, zmiany i nowości. Co więcej, zazwyczaj oponenci inwestycji są bardziej aktywni i dużo szybciej angażują swoje siły – co najczęściej zaskakuje inwestorów, bo posiadają przecież wszystkie pozwolenia i działają zgodnie ze sztuką, co więc może pójść nie tak?

Dawny już dzisiaj ale wciąż obecny w pamięci specjalistów od komunikacji społecznej przykład zablokowanej obwodnicy Augustowa (ochrony Doliny Rospudy), zaczął się od odrzucenia odgórnie wszystkich uwag i wniosków obrońców przyrody i rolników. Władze samorządowe i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wykonały szereg niezbędnych studiów i analiz oraz przeprowadziły kampanię informującą mieszkańców, że inwestycja pozwoli uniknąć ruchu ciężarówek i hałasu w mieście. W ogóle jednak nie poświęcili uwagi przeciwnikom, którzy dość szybko rozpowszechnili swój protest na całą okoliczną społeczność i przyciągnęli uwagę specjalizujących się w protestach ekologicznych NGO’s (Greenpeace, Chrońmy Mokradła, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot Oddział Podlaski, Instytut Spraw Obywatelskich oraz H&G Dowspuda) oraz rolników. Protesty, które nastąpiły później były nie tylko skuteczne, ale opóźniły realizację inwestycji – a nie musiało tak być.

Nie chodzi tutaj o to, kto miał rację w tym sporze. Wiadomo, że sprawę musiała rozwiązać Rada Ministrów, która w 2009 roku (protesty najsilniejszą formę przybrały w październiku/listopadzie 2004 r.) wpłynęła na zmianę decyzji. Droga wytyczona została innym szlakiem – nienaruszającym obszarów o najwyższej wartości przyrodniczej. Gdyby dialog z otoczeniem inwestycji był przeprowadzony wcześniej, a informacje o planowanym miejscowym planie zagospodarowania były wcześniej udostępnione wszyscy oszczędzili by czas i nerwy – a inwestycje i powiązane z nimi firmy wykonawcze zrealizowały by prace.

Podobny przykład to eksploatacja gazu z łupków, która budziła w 2012 i 2013 roku duże emocje w Europie i w Polsce. Metoda hydraulicznego szczelinowania złóż (za pomocą zatłaczanego pod olbrzymim ciśnieniem płynu powoduje się pęknięcia w skale, co uwalnia drobne pęcherzyki gazu) była znana w naszym kraju od lat 70., bowiem służyła do badania złóż i wytyczenia obszaru wierceń na przyszłość. Zastosowanie jej na dużą skalę w USA i zapowiedź, że to samo będzie się działo w naszym kraju wzbudziło wielkie kontrowersje. Stało się tak głównie dlatego, że bardzo szybko narodził się cały ruch przeciwników szczelinowania hydraulicznego i idącej za nim eksploatacji złóż łupkowych. Najgłośniejszym przykładem był propagandowy i absolutnie odrzucony przez naukowców film Gasland, nakręcony przez aktywistę Josha Foxa.

W 2013 roku Europa była bliska uchwalenia moratorium na stosowanie szczelinowania hydraulicznego na obszarze Unii Europejskiej. Wszystko dlatego, że na Stary Kontynent najpierw dotarły mity i dezinformacja, a dopiero potem koncerny surowcowo-energetyczne zaczęły interesować się tym, co myślą i wiedzą o całym procesie społeczności lokalne. A nie wiedziały wiele i najpierw dowiedziały się o argumentach przeciwników. Gdy dołoży się do tego błędy formalne lub zaniedbania, które przeciwnicy wychwycą błyskawicznie, to inwestycja kończy się fiaskiem nawet dla największych. Przekonał się o tym np. Chevron w Żurawlowie.

Przykładów tego rodzaju jest wiele. Pokazują one, że inwestycje przemysłowe wymagają przeprowadzenia głębokiej i szczerej kampanii informacyjno-edukacyjnej dla społeczności lokalnej, obok której są planowane. Komunikacja powinna wyposażyć lokalną społeczność w wiedzę i wysoką świadomość stosowanej technologii, przykładów tej technologii w Polsce i na świecie, doświadczenia inwestora i co najważniejsze, korzyści, które ta inwestycja im przyniesie. Wówczas sąsiedzi inwestycji będą mieli narzędzie, aby samemu ocenić działania przeciwników projektu i ustosunkować się obiektywnie do inwestycji, na bazie znanych informacji.

Ważne jest to, aby inwestorzy podejmowali te działania jeszcze przed przystąpieniem do wymaganych prawem działań administracyjnych. Ważne również, aby o planowanej komunikacji i samej inwestycji wiedziały władze samorządowe. Ich wsparcie, a przynajmniej neutralność mogę być niekiedy decydującym czynnikiem w rozwijanej inwestycji. To, co wymagane prawem powinno być traktowane jako minimum, do którego dobudowana powinna być jakość i świadomość społeczna. Duże koncerny i biznes przemysłowy musi dążyć do tego, aby uzyskać nie tylko pozwolenia administracyjne, ale również przyzwolenie społeczne na prowadzone przez siebie projekty. Do pozyskania tego atutu niezbędna jest komunikacja społeczna oparta na kompleksowej strategii działań oraz zrozumieniu potrzeb i obaw społeczności lokalnej.

– Nawet w oparciu o mity i dezinformację, na styku z dużą firmą jednostka zawsze będzie miała większą wiarygodność społeczną. Warto o tym pamiętać, bo inaczej dużym firmom rozwijającym inwestycje przemysłowe może pozostać już tylko komunikacja w kryzysie i potencjalne wycofanie się z projektu. Projektu często bardzo potrzebnego nieświadomej tego społeczności lokalnej – podsumowuje Krzysztof Rut, ekspert Agencji Noise PR.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Szczecin wspiera startupy

Dwadzieścia młodych firm bierze udział w specjalnie dla nich utworzonym programie mentoringowym Szczecin_Up!, dzięki ...

Warszawska firma finansowa włącza się w „biznes koronawirusowy”

Warszawska firma, zajmująca się doradztwem finansowym – MBF Group – zdecydowała się włączyć w, ...

Żłobki w czasie pandemii. Rodzic w kącie może obserwować dziecko

Przybywa miejsc w samorządowych żłobkach. Wszystkie pracują w reżimach sanitarnych, a w niektórych miastach ...

Zespół klasztorny w Czerwińsku

Znów jestem z miasta

1 stycznia 2020 r. na mapie Polski zagoszczą cztery miasta. Nie można o nich ...

Inteligentne budynki zagrożone cyberatakami

Smart buildings, jeden z kluczowych elementów ekosystemu inteligentnych miast, mogą stać się ofiarą hakerów ...