Posklejana tożsamość Pomorza

Jerzy Sosnowski umieścił akcję swoich powieści „Sen sów” oraz „Tak to ten” w Kołobrzegu.
Rzeczpospolita, Darek Golik DG Darek Golik

Szczecin, Kołobrzeg i Darłowo to trzy miasta zachodniego wybrzeża, które najbardziej inspirują pisarzy.

„Absolutny fenomen pisarski” – w taki przesadny sposób promowana jest twórczość Leszka Hermana, którego nowa powieść „Latarnia umarłych” właśnie trafiła do księgarń. Jeśli jest coś wyjątkowego w sprawnie napisanej, sensacyjnej prozie Hermana, to fakt, że jest ona tak mocno osadzona w historii regionu, z którym autor – architekt, pisarz i historyk-amator – jest związany. Jego pierwsza powieść „Sedinum” z 2015 r. była regionalnym bestsellerem. Jej fabułę rozpoczynało hitchcockowskie trzęsieniem ziemi — katastrofa budowlana w centrum Szczecina, wskutek której ziemia odkrywa mroczną tajemnicę z czasów II wojny światowej. Bohaterami, którzy próbują rozwiązać zagadkę przeszłości, są architekt Igor oraz początkująca dziennikarka Paulina. Dołącza do nich dziedzic pomorskiego rodu arystokratycznego – Johann.

Sowieci w Darłowie

Herman zaczął przygodę z literaturą tworząc portal o ciekawostkach architektoniczno-urbanistycznych Szczecina. Z czasem jego wiedza rosła i postanowił przekuć ją w przystępną powieść, którą mógłby rozpowszechnić nowy fascynujący portret rodzinnego miasta. W „Latarni umarłych” będącej kontynuacją „Sedinum” akcja przenosi się do Darłowa, które podobnie jak Szczecin ma swoje mroczne tajemnice.

W Darłowie rozgrywa się także akcja retro kryminału Marka Krajewskiego „Arena szczurów” z 2015 r., w której komisarz Edward Popielski trafia tuż po wojnie do nadmorskiego miasta terroryzowanego przez sowieckich żołnierzy. Przed premierą powieści mówił „Rzeczpospolitej”, że z Darłowem łączą go szczególne wspomnienia i sentyment. „Oszczędziła je wojna, ma starą zabudowę, a gdy pojedzie się tam jesienią albo wiosną i zobaczy mgłę wdzierającą się między domy, usłyszy odległe kroki na zroszonym bruku, to zrozumiemy, że jest to idealne miejsce dla kogoś takiego jak ja, kto lubi horrory i kryminały” – opowiadał Krajewski.

Kołobrzeskie inicjacje

Przesuwając palcem po mapie 70 kilometrów od Darłowa na zachód, dotrzemy do Kołobrzegu – miasta, w którym rozgrywa się akcja powieści „Sen sów”, wydanej w styczniu 2016 r autorstwa Jerzego Sosnowskiego. Dziennikarz radiowy i pisarza opowiedział w niej o życiu wewnętrznym nastoletniego Jarka Wolskiego, dorastającego w latach 70. Chłopiec choruje na astmę i przyjeżdża na Wybrzeże leczyć słabe płuca w kołobrzeskim Ośrodku Przyrodoleczniczym.

Pisarz ułożył coroczne wakacyjne pobyty Wolskiego w latach 1970-1978 nad Bałtykiem w ciąg rozdziałów, w których przeszłość łączy się z teraźniejszością. Gubimy się w gąszczu wspomnień i odkrywamy niezwykłą wrażliwość dojrzewającego bohatera. Drobne scenki mieszają się z ważnymi inicjacjami, a cała historia emanuje ciepłem.

Sosnowski nie pierwszy raz umieścił akcję swojej książki w Kołobrzegu. Wcześniej uczynił to w powieści „Tak to ten” z 2006 r. Opowiadała o dziennikarzu Grzegorzu Jodłowskim, znanym z nocnych audycji radiowych, który natrafia na tajemnicę z przeszłości miasta. Wiąże się ona z nazistowskim ośrodkiem dla szczególnie uzdolnionych dzieci, który Niemcy prowadzili w Kołobrzegu w okresie II wojny światowej, a w PRL także okryty był mroczną tajemnicą.

Łącząc wątki historyczne i współczesne, fikcyjne i rzeczywiste, Sosnowski nakreślił precyzyjną mapę Kołobrzegu. Zarówno „Sen sów” jak i „Tak to ten” są na tyle ścisłe pod względem topograficznym, że można je traktować nie tylko, jako ciekawe współczesne powieści obyczajowe, ale także jako literackie spacerowniki po Kołobrzegu.

Conrad ze Szczecina

Osobny rozdział literacki stanowi proza marynistyczna. Pomorze Zachodnie ma w swojej powojennej historii dwóch autorów, dziś już mocno zapomnianych, których pasją było morze. Pierwszy to Ryszard Dżaman (1935-1987), który zaczynał od opowiadań („Pora deszczu” z 1969 r.), by z czasem tworzyć coraz dojrzalsze powieści jak choćby „Powrót” wydany po jego śmierci w 1987 r. Drugim marynistycznym pisarzem ze Szczecina był Jerzy Pachlowski (1930-2012), laureat licznych nagród, działacz opozycyjny i barwna osobowość miejscowych tawern. Pachlowski pisał o urodzie Bałtyku i życiu „ludzi morza” (rybaków, marynarzy i żeglarzy). Tworzył też prozę, w której – wzorem Josepha Conrada — dotykał problemów kolonializmu w Afryce.

Im bardziej przesuwamy się na zachód, tym więcej odnajdziemy dobrych książek związanych z regionem. Szczególnie obfity literacko jest Szczecin, który można określić mianem małej literackiej stolicy. Począwszy od powieści sensacyjnych, kryminalnych, aż po romanse, współczesne powieści obyczajowe i literaturę piękną z najwyższej półki.

Oprócz sensacyjnych powieści Leszka Hermana warto zwrócić uwagę na Marka Stelara — szczecińskiego powieściopisarza specjalizującego się w kryminałach. Jego trylogia o policjancie Krugłym i prokuratorze Michalczyku („Rykoszet” i „Twardy zawodnik” z 2015 r. oraz „Cień” z 2016 r.) nie ustępuje książkom bardziej rozpoznawalnych autorów. Wielbiciele spokojniejszych wrażeń mogą sięgnąć po współczesne powieści obyczajowe Marka Frengera, z których ostatnia „Oczy w kolorze nocy” ukazała się w 2015 r. i opowiada o związkach dzisiejszych trzydziestolatków.

Zanim Frenger zaczął pisać swoje powieści, ogólnopolską sławą cieszyła się Monika Szwaja, autorka licznych powieści obyczajowych, których bohaterkami były przebojowe, samodzielne kobiety. Jej popularność rozpoczęła się od premiery bestsellerowego debiutu „Jestem nudziarą” z 2003 r. Szwaja zmarła w 2015 r., a o jej czytelników walczą dziś młodsze szczecińskie autorki m. in. Izabela Pietrzyk, której ostatnia powieść „Lepsza połowa” ukazała się we wrześniu 2016 r.

Jeśli kogoś nudzą romanse, a bardziej niż współczesność ciekawi go historia, ten może odkrywać Szczecin na kartach rodzinnej sagi „Perła Europy” Bartosza Ulki. Autor w kolejnych tomach historyczno-sensacyjnych powieści pokazuje, że Szczecin jest jednym z najciekawszych miast w Polsce, obdarzonym szczególną urodą i nieoczywistą historią.

Rodzinne tajemnice

Jednak najciekawszy dział zachodniopomorskiej literatury to książki, które odnoszą się do zwichrowanej tożsamości mieszkańców regionu. W dużej mierze jest to proza autobiograficzna i ma charakter polsko-niemiecki. W 1977 r. swoje rodzinne historie przekuła w wysokiej klasy literaturę Britta Wuttke, urodzona w 1940 r. mieszkanka Międzyzdrojów oraz Szczecina, która w 1981 r. wyemigrowała do Berlina Zachodniego. Jej głośny debiut „Homunculus z tryptyku” do dziś robi znakomite wrażenie swoją oryginalną formą. Jest napisany w formie monologu wewnętrznego, w którym plącze się język polski z niemieckim. Narratorka próbuje skrzętnie skrywać swoje korzenie niemieckie w monolitycznie polskim PRL-u. Te jednak dają o sobie znać niemal na każdym etapie życia bohaterki. Zapomnianą dziś powieść czyta się z zapartym tchem. Można się przekonać, że modna dziś literatura zgłębiająca kwestię tożsamości i pochodzenia, miała znakomitych twórców już 40 lat temu.

Literacki trop rozpoczęty przez Wuttke, kontynuują współcześnie polsko-niemieckie pisarki: Brygida Helbig oraz Magdalena Parys. Helbig (ur. 1963) w formie epizodycznej, poszatkowanej powieści „Niebko” (2013) opisała na gruncie własnych doświadczeń losy trzech pokoleń szczecińskiej rodziny. To świetna książka, w której jak w soczewce skupiają się dramatyczne powojenne doświadczenia ludzi z Pomorza Zachodniego. Wysiedlenia do Niemiec, przesiedlenia z Kresów, okupacja sowiecka, zacieranie poniemieckich śladów – to wszystko znajdziemy w „Niebku”. Brygida Helbig nie ocenia i nie stawia mocnych tez, tylko po prostu opowiada prawdziwie przejmujące historie.

Swoje rodzinne losy opowiedziała także Magdalena Parys, na co dzień mieszkająca w Berlinie. Urodziła się w 1971 r. w Gdańsku, później mieszkała w Szczecinie, a w latach 80. wyemigrowała z rodziną do Niemiec Zachodnich. W „Białej Rice” (2016) opowiedziała historię swoich dziadków i polsko-niemieckiej rodziny. Parys może nie jest tak biegła literacko jak Brygida Helbig, natomiast nadrabia szczerą i autentyczną narracją, w którą wpisuje także siebie i swoje dzieci.

Czwartą kobietą, która opowiedziała o pogmatwanej tożsamości mieszkańców Szczecina jest Inga Iwasiów. Jej powieść „Bambino” z 2008 r. stanowi opis szczecińskiej codzienności lat 70. Iwasiów umieściła akcję w autentycznej scenerii epoki. Już sam tytuł odnosi się do baru „Bambino” z czasem przerobionego na wypożyczalnię wideo. Znajdował się blisko centrum Szczecina przy Placu Kościuszki. W przeciwieństwie do trzech pozostałych pisarek Iwasiów nie opowiada o własnym, rodzinnym doświadczeniu, lecz snuje historię czwórki postaci zlepionych z różnych życiorysów, które autorka znała bądź zasłyszała.

Trudno się dziwić pisarce, że nie potrzebowała własnych przeżyć, by napisać dobrą książkę o poplątanej powojennej historii Szczecina i jego mieszkańców. Takich opowieści na Zachodnim Pomorzu nie brakuje.

Mogą Ci się również spodobać

Walka ze smogiem nie będzie tylko pustym zapisem na papierze

Samorządy, które nie będą realizować w praktyce programów ochrony jakości powietrza, zapłacą wysokie kary. ...

Miliardy płyną do regionów

Fundusze unijne wsparły samorządowe inwestycje, ale to niejedyna korzyść z europejskiej integracji. Dołączenie naszego ...

Selekcjonerzy reprezentacji z Rakowa Częstochowa

Dwaj najważniejsi trenerzy ruszyli w świat z Rakowa Częstochowa.

Ekologom trudniej będzie blokować inwestycje?

Organizacje ekologiczne, aby wziąć udział w postępowaniu związanym z przedsięwzięciem mogącym wpływać na środowisko, ...

Zapłata na raty lub umorzona

Gminy będą mogły swobodnie ustalać zasady wnoszenia opłat z tytułu wzrostu wartości nieruchomości.

Samorządy chcą jak najefektywniej wykorzystać fundusze unijne, dlatego zaciągają pożyczki na wkład własny

Dług samorządów znowu zaczął rosnąć

Samorządy inwestują na potęgę i… zaciągają kredyty. Na szczęście nie grozi im przekroczenie limitów ...