Poważnie rozważamy wejście na giełdę

Firma Alicji i Janusza Dramińskich produkuje m.in. przenośne ultrasonografy.
materiały prasowe

Wielką szansę na rozwój widzimy w eksporcie – mówi Janusz Dramiński, założyciel i prezes firmy Dramiński.

Rz: Na jakich produktach koncentruje się firma Dramiński?

Janusz Dramiński: Zajmujemy się konstruowaniem, produkcją i sprzedażą zaawansowanych technologicznie produktów dla branż, takich jak medycyna ludzka (mobilne, wytrzymałe i lekkie ultrasonografy do medycyny ratunkowej, przyłóżkowej i do zastosowań wszędzie, gdzie liczy się każda sekunda), weterynaria (przenośne, wytrzymałe i lekkie ultrasonografy do badania dużych i małych zwierząt), rolnictwo (mobilne wilgotnościomierze do ziarna, nasion, analizatory podczerwieni do ziarna, mąki itp.), hodowla zwierząt (wykrywacze rui, zapalenia wymienia, detektory ciąży).

W ostatnich latach osiągnęliście spory sukces za granicą.

Sprzedajemy swoje urządzenia do kilkudziesięciu krajów i eksport stanowi ok. 80 proc. łącznych przychodów firmy. Sprzedajemy do większości krajów europejskich, na Bliski Wschód, do Indii, Australii, Japonii, Indonezji, Korei, Wietnamu, Filipin oraz wielu krajów afrykańskich, jak np. Algieria, Egipt, Kenia, Etiopia, Uganda, Sierra Leone, RPA, ale także do USA, Kanady i Ameryki Południowej.

Wasza działalność jest mocno specjalistyczna. Dlaczego wybraliście akurat tę branżę?

Firma Dramiński powstała w 1987 r., więc w przyszłym roku minie już 30 lat działalności. Jako założyciel firmy połączyłem swoją wiedzę elektroniczną z rolniczą, weterynaryjną i tak powstały pierwsze przyrządy. Potem już ruszyło do przodu. Od początku 2014 r. firma działa jako spółka akcyjna.

Ale pozostaliście firmą rodzinną. Jak to wpływa na pracę?

Zatrudniamy ok. 60 osób, w tym kilka osób powiązanych rodzinnie i pomimo zmiany formy własności firma dalej ma charakter rodzinny, tak jak w poprzednich latach. Ma to wpływ na pozytywną atmosferę w pracy. Jesteśmy poważnie zainteresowani pozyskaniem inwestora finansowego i wejściem na giełdę, żeby przyspieszyć rozwój. Widzimy wielką szansę w rozwijaniu eksportu, gdyż uważamy, że zagraniczne firmy, jakie z nami konkurują, są podobnej wielkości, o podobnym kapitale, ale my mamy przewagę technologiczną i mamy ogromny potencjał intelektualny.

Prowadzicie badania rozwojowe?

Firma jest nastawiona na najwyższą, na światowym poziomie, innowacyjność i technologię, dlatego posiada bardzo rozbudowany Dział Badawczo-Rozwojowy, którym kieruje wiceprezes Andrzej Wiktorowicz. Współpracujemy z kilkudziesięcioma naukowcami, instytutami i uniwersytetami w kraju i zagranicą. Współpraca ta owocuje innowacyjnymi opracowaniami i wdrożeniami. Mamy dwa patenty. Prowadzimy też inne prace rozwojowe, np. tomograf ultradźwiękowy do wykrywania nowotworów piersi u kobiet został opracowany przez naszą firmę we współpracy z zespołem naukowców Politechniki Wrocławskiej, dr Piotrem Pruchnickim i prof. Tadeuszem Gudrą, pod przewodnictwem prof. Krzysztofa Opielińskiego.

Jak ocenia pan warunki do prowadzenia biznesu w województwie warmińsko-mazurskim?

Warunki nie są łatwe, gdyż przyjęta strategia rozwoju województwa na lata 2014–2020 to przyroda, meble itp., a firma Dramiński to innowacyjność dosłownie na światowym poziomie: jesteśmy jednym ze światowych liderów w grupie ultramobilnych, niezwykle wytrzymałych i lekkich ultrasonografów do badania dużych zwierząt. Pewnie trudno w to uwierzyć. No bo gdybyśmy byli firmą z Niemiec czy Francji, to wiadomo, ale z Olsztyna?

W jakiej kondycji jest rynek, na którym działacie?

Rynki światowe i polski są w bardzo dobrej kondycji i są to rynki rosnące, otwarte na nowoczesne technologie, dlatego jest bardzo duży popyt na nasze produkty. Od początku istnienia firmy co roku, systematycznie zwiększamy obroty.

A czym zajmuje się pan poza prowadzeniem firmy?

Razem z żoną Alicją od ponad 50 lat nurkujemy, to nasza wielka pasja. Wydaliśmy dwa albumy ze swoimi podwodnymi zdjęciami i lada dzień zostanie wydrukowany trzeci, „Podwodna Indonezja”. Ponadto przy naszej firmie istnieje stworzone przeze mnie prywatne muzeum, w którym przez 30 lat zebrałem kilkaset starych konnych maszyn rolniczych oraz wiele innych maszyn, urządzeń i narzędzi stosowanych w rolnictwie. Wiele z nich ma więcej niż sto lat. Staramy się także pomagać innym. Od lat opiekujemy się uczniami ze szkoły dla dzieci specjalnej troski.

Mogą Ci się również spodobać

Rozwój dzięki mądremu wsparciu

W ocenie banków udzielenie kredytów mikro, małym i średnim przedsiębiorcom o niskim kapitale własnym, ...

Konsultacji społecznych jednak zabrakło

Pozytywnym efektem aż ośmiu przegranych spraw sądowych stało się przyjęcie w końcu właściwej uchwały.

Kulinaria, piwo i trójniak

Sześć produktów kulinarnych z Pomorza Zachodniego, m.in. Salceson Przelewicki 
i Polędwica Swojska Świdwińska, zdobyło ...

Przyjazny urząd w sieci

Publiczne strony internetowe, m.in. gmin, będą musiały być dostosowane do nowych wymogów dostępności, tak ...

Ponad sto firm w walce o finał

Aż 113 firm z Pomorza Zachodniego zgłosiło się do konkursu „Twój biznes pod banderą ...

Uciążliwymi sąsiadami dla mieszkańców są m.in. chlewnie

Sąsiedzi będą mogli zrobić niewiele

Nowe przepisy, zamiast pomóc społecznościom lokalnym rozwiązywać problemy z uciążliwymi inwestycjami, jeszcze im to ...