Post Image
Luzie Caroline von Troschke, 1680–1719. Olej blacha cynowa. Dawny zbór ewangelicki w Klępsku.
Post Image
Luzie Caroline von Troschke, 1680–1719. Olej blacha cynowa. Dawny zbór ewangelicki w Klępsku.
Post Image
Luzie Caroline von Troschke, 1680–1719. Olej blacha cynowa. Dawny zbór ewangelicki w Klępsku.

Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej szczyci się największym w naszym kraju zbiorem portretów trumiennych.

Placówka powstała w 1946 roku za sprawą jej obecnego patrona Alfa Kowalskiego.

– Przyjechał do Międzyrzecza po wojnie, pracował w referacie kultury i zlecono mu również zajmowanie się resztkami Heimatmuseum, bo Międzyrzecz przed wojną miał swoje niemieckie muzeum – wyjaśnia Andrzej Kirmiel, obecny dyrektor muzeum. – Od czasu II rozbioru Polski Międzyrzecz był najbardziej wysuniętą na zachód miejscowością naszego kraju, więc po wojnie chodziło także i o to, by udowadniać polskość tych ziem. Jednak prawda jest taka, że kulturowo i etnicznie te tereny były bardzo przemieszane – już od średniowiecza przeważali tu Niemcy odgrywający dominującą rolę kulturową. Kiedy Alf Kowalski zaczął rozpoznawać teren, zbierać różnego rodzaju zabytki, na które napotykał, natrafił także na portrety trumienne – zresztą początkowo nie wiedział, czym one są. Przeczuwał jednak, że mogą mieć wartość, więc je gromadził. Znajdował je w kościółkach wiejskich, którym patronowała zazwyczaj szlachta, w dworkach, które na tym obszarze były niemal w każdej wiosce.

Wizerunki i tablice

Zbiór portretów trumiennych zgromadzony w Międzyrzeczu zawiera 42 wizerunki, 19 tablic inskrypcyjnych i 148 herbowych.

– Gdybyśmy policzyli portrety, blachy epitafijne i herbowe, to wyszłaby z tego największa istniejąca kolekcja, choć zbiory portretów trumiennych znajdują się także w Poznaniu czy Gnieźnie – wyjaśnia Andrzej Kirmiel. – Trzeba tu dodać, że to zjawisko występowało jedynie w malarstwie barokowym i tylko w granicach kulturowego oddziaływania dawnej Rzeczypospolitej. – Najciekawsze w naszej kolekcji jest to, że znajdujące się w niej portrety będące wizerunkami szlachty mieszkającej na ziemi międzyrzeckiej – są najczęściej portretami protestanckiej szlachty pochodzenia niemieckiego. Pojawiła się ona na tych terenach już nawet w XVI wieku i z czasem polonizowała się. Wśród nich byli członkowie z takich rodów jak: Unrugowie, Kalckreuthowie i Pretwiczowie. W tamtych czasach Polska dawała im schronienie, tolerancję religijną, oferowała urzędy królewskie i szerokie uprawnienia na równi ze szlachtą polską. Na portretach trumiennych wyglądają jak polscy sarmaci. To tym ciekawsze, że zazwyczaj myślimy o przejmowaniu przez nas zachodnich wpływów, a tu mamy do czynienia z odwrotnym zjawiskiem. Zjawisko sarmackiego portretu trumiennego – charakterystyczne tylko i wyłącznie dla Rzeczpospolitej – promieniowało na Śląsk czy Brandenburgię. Mamy w naszej kolekcji także portrety z tych regionów.

Portret trumienny był przed wiekami najistotniejszym fragmentem dekoracji pogrzebowej, ale też powstawał i zdobił wyłącznie uroczystości ludzi zamożnych – pogrzeb polskiego szlachcica był bardzo okazały, a przygotowania do niego długotrwałe. W czasie wielu dni, które dzieliły dzień śmierci od dnia pochówku, był czas na sporządzenie portretu zmarłego dla potomności. Na portrecie trumiennym nieboszczyk zawsze był przedstawiany jako osoba żyjąca, a mniej, lub bardziej zdolny malarz, nieraz – i artysta – starał się maksymalnie realistycznie, nierzadko – z ekspresją – oddać nie tylko wiernie oddać rysy twarzy, ale także walory i defekty urody.

W dniu pogrzebu w uroczystej procesji przenoszono trumnę ze zmarłym do kościoła, ustawiano ją w nawie głównej na bogato zdobionym katafalku zwanym „castrum doloris” (zamek boleści). Portret trumienny był w czasie ceremonii pogrzebowej nie tylko elementem dekoracji, ale także widomym znakiem uczestnictwa żegnającego się ze światem żywych.

Do trumny, od strony głowy zmarłego, przybijany był portret trumienny, w nogach trumny – tablica inskrypcyjna z legendą epitafijną zmarłego, na dłuższych bokach tablice z herbami świadczące o starożytności rodu, czyli kilka pokoleń wstecz.

W czasie ceremonii pogrzebowej, za pośrednictwem specjalnie wyznaczonych oratorów, nieboszczyk dziękował obecnym za przybycie na pochówkowe uroczystości, a także za wszystko, czego za życia dobrego od nich doświadczył. Po pogrzebie portret trumienny, mający zawsze kształt krótszego boku trumny, zawieszany był w kościele, którego zmarły był opiekunem.

Sarmacka specjalność

– Portrety trumienne będące wytworem kultury sarmackiej, stanowią też jeden z jej najbardziej oryginalnych elementów – przypomina dyrektor muzeum w Międzyrzeczu. – W latach 60. ubiegłego wieku Andre Malraux, znany francuski historyk sztuki, odkrył te portrety trumienne dla Zachodu. Odtąd zaczęło się szersze zainteresowanie naszym, polskim zjawiskiem kulturowym – portrety trumienne zaczęły się pojawiać na różnego rodzaju zagranicznych wystawach – od Londynu poprzez Paryż czy Rzym.

Mimo intensywnych zabiegów Alfa Kowalskiego, nie wszystkie portrety znalazły się pod pieczą międzyrzeckiego muzeum.

– Szacuję, że dziś w naszym muzeum znajduje się około 20 procent portretów trumiennych, które były w 1945 roku na naszym terenie – mówi Andrzej Kirmiel. – Wiele uległo zniszczeniu przez wojenną zawieruchę. Niektórzy przypadkowi właściciele tych obiektów nie zdawali sobie sprawy z ich wartości. Zdarzało się, na przykład, że chłop trzymał w stodole taki portret trumienny. A że był on najczęściej malowany na cynie, to w kryzysowych latach 80. przydawał się jako materiał do lutowania. Część portretów została rozprzedana, inne pojechały do Niemiec. Ale i są, na przykład, dwa portrety w magazynie warszawskiego Muzeum Literatury.

Dzieci na trumnach

Na pytanie, czy w zbiorach można wyróżnić jakiś szczególnie cenny portret dyrektor międzyrzeckiego muzeum wyjaśnia:

– Mój poprzednik, Alf Kowalski, miał szczególną predylekcję do portretu 10-letniej dziewczynki Ewy Bronikowskiej, luteranki z wioski pod Międzyrzeczem. Sądzę, ze są u nas portrety lepiej namalowane, ale trudno mi wskazać te najbardziej godne uwagi. Myślę, że naprawdę wiele – spośród stworzonych na naszych ziemiach – jest ciekawych, zwracających uwagę ponadprzeciętnym poziomem artystycznym, wielkością, elementami zdobiącymi. Są unikatami.

Kolekcja portretu trumiennego w międzyrzeckim muzeum nadal się powiększa.

– W tym roku dostaliśmy bezterminowe depozyty z lokalnych kościołów – trzy nowe portrety dziecięce, które są rzadkością – wylicza Andrzej Kirmiel. – W rezultacie, mamy połowę istniejących w ogóle na świecie takich wizerunków dziecięcych. Wzbogaciliśmy się także o cztery blachy herbowe z cennego kościółka w Klępsku – zawisły teraz u nas na ścianie.

Muzeum w Międzyrzeczu nie skarży się na brak zwiedzających – wielu – nie tylko z kraju, ale i zagranicy – przyjeżdża tu specjalnie, by zobaczyć unikatową kolekcję portretów trumiennych.

– I wcale nie są to tylko historycy sztuki – cieszy się dyrektor placówki.

Mogą Ci się również spodobać

Skandynawowie lubią Pomorze Zachodnie

Duńczycy i Szwedzi to jedne z najchętniej odwiedzających Pomorze Zachodnie narodowości. Coraz częściej pojawiają ...

Sprawdź, jak zwyciężają demokracje

Igrzyska Wolności, w tym roku pod hasłem „Jak zwyciężają demokracje?”, to spotkanie ludzi ciekawych ...

Pomoc będzie można zorganizować inaczej

Gminy będą mogły realizować zadania związane ze wsparciem osób potrzebujących lub rodziny, powołując w ...

Wysokie rachunki mogą jeszcze wrócić

To, że problem drożejącej energii zostanie rozwiązany w tym roku, nie oznacza, iż zniknie ...

Konsultacji społecznych jednak zabrakło

Pozytywnym efektem aż ośmiu przegranych spraw sądowych stało się przyjęcie w końcu właściwej uchwały.

Kraków idzie na wojnę z hulajnogami

W ciągu kilku miesięcy miasta zalała fala 6,5 tys. hulajnóg na minuty. Samorządy nie ...